Moje zdrowie Młodość i uroda Zdrowie od kuchni

Nasza sonda

 TAK
 NIE

wyniki

Akademia Samego Zdrowia

Zapraszamy 28 października!

więcej


Piszcie do nas!

Nasz adres

Artykuły: Katarzyna Montgomery: Jeszcze włożę szpilki!

kategoria:   |  autor: Liliana Fabisińska  

Kieruje portalem internetowym „Republika Kobiet”. Prowadzi w telewizyjnej Czwórce program „mała Czarna”. Jej głos jest uważany za jeden z najseksowniejszych w Polsce. Nie daje się chorobie, bo wie, że jeszcze będzie tańczyć i surfować na desce.

'

PRZEŚWIETLENIE:

Dzień zaczynam od… wyłączania drzemki w komórce. Stanowczo więcej niż raz.
Ze stresem walczę… będąc wśród bliskich, ciesząc się ich ciepłem. Wypoczywam też nad wodą.
W genach mam… po rodzicach radość życia i nieużalanie się nad sobą.
Moja skóra lubi… słońce.
Gwiazdy na moim talerzu to… owoce morza i sushi.
Źródło witamin to dla mnie… naturalne suplementy diety.
W kosmetyczce mam… tonik, mleczko, waciki, by zmyć telewizyjny makijaż, a także perfumy i błyszczyk.
Zdrowa książka to… „Paragraf 22” Josepha Hellera.
Gdy umawiałyśmy się na wywiad, zastrzegła Pani: tylko nie o chorobie.
K.M. Nie chcę zostać naczelną niepełnosprawną Rzeczpospolitej. Tym bardziej że z mojej choroby nie wynika żaden krzepiący morał, np. że trzeba się szczepić albo na coś konkretnego uważać. Przed każdą egzotyczną podróżą robiłam wymagane szczepienia. Byłam też bardzo ostrożna. Mimo to złapałam w Sierra Leone tajemniczą bakterię lub wirusa. Może z brudnej wody, którą sprzedano mi do picia, a może zaraziłam się czymś w slumsach? Pewnego dnia, ponad pół roku po tej podróży, położyłam się do łóżka o własnych siłach i nie mogłam już z niego wstać, bo byłam sparaliżowana. Przez kilka miesięcy właściwie nie chodziłam.

Leżenie i patrzenie w sufit może chyba przygnębić tak aktywną osobę, jak Pani?
K.M. Na szczęście nigdy nie nudzę się w swoim towarzystwie. Uwielbiam ludzi, ale lubię też być sama. Jestem takim towarzyskim odludkiem. Poza tym na początku choroby telefon nie przestawał dzwonić. Wszyscy chcieli się dowiedzieć, co się stało i wesprzeć mnie. Tak naprawdę, moja choroba nie miała nic wspólnego z leżeniem i czekaniem. Całe dnie spędzałam na rehabilitacji. To była naprawdę ciężka praca. Zajęta byłam też poszukiwaniem małych powodów do radości. Wystarczało, że udało mi się podnieść nogę wyżej niż dzień wcześniej i pomalować paznokcie u nóg. Choć zajęło mi to dwie godziny i wyglądało nie najlepiej, wiedziałam, że zrobiłam kolejny krok do zdrowia, do normalnego życia.

Nie było chwil zwątpienia?
K.M. Oczywiście, że były. Po kilku miesiącach dowiedziałam się, że miałam depresję. Nie objawiała się tym, że ciągle płakałam. Byłam jednak zalękniona, przestałam wierzyć w siebie i miałam poczucie, że nikt mnie nie rozumie.

Choroba weryfikuje przyjaźnie?
K.M. Raczej pokazuje, że coś, co uważaliśmy za przyjaźń, wcale nią nie było. Ale też robi miłe niespodzianki. Takie jak Ania – moja kosmetyczka. Chodziłam do niej od lat, byłyśmy na „pani”, łączyła nas zwykła sympatia. Kiedy zobaczyła mnie z chodzikiem, zorganizowała grupę wsparcia, siatkę ludzi, którzy mi pomagali. Mam też wspaniałą rodzinę, rewelacyjnych sąsiadów i przyjaciół. Nie tylko organizowali mi zajęcia, „wisieli” ze mną godzinami na telefonie, ale też, tak jak moja przyjaciółka Lucy, byli gotowi przeprowadzić się do mnie, żeby mi pomagać w każdej najdrobniejszej czynności.

Przewartościowała Pani swoje życie?
K.M. Zawsze uważałam się za szczęściarę i choroba wcale tego nie zmieniła. Ciągle uważam, że mam szczęście. Poza tym, co straciłam, wiele też zyskałam. Stałam się silniejsza, ale jednocześnie nauczyłam się być słaba i nie bać się tego okazywać. Potrafię się zatrzymać, skupić na tym, co najważniejsze. Celebruję spotkania z rodziną i przyjaciółmi, poświęcam im więcej czasu. Paradoksalnie nowe, ciekawe rzeczy w moim życiu zawodowym wydarzyły się w trakcie choroby i rehabilitacji. Leżąc w szpitalu, wieczorami dopracowywałam projekt kobiecego portalu „Republika Kobiet”, wymyślonego jeszcze przed chorobą. Ledwo chodziłam, kiedy na spotkanie zaprosił mnie prezes telewizyjnej Czwórki Piotr Fajks. Byłam przekonana, że dyplomatycznie zaoferuje mi pracę w redakcji. On tymczasem ani słowem nie wspomniał o tym, jak się poruszam. Nie mogłam uwierzyć, że zaproponował mi prowadzenie kobiecego talk show „mała Czarna”.

Czy choroba wpływa negatywnie na poczucie kobiecości?
K.M. Na jakiś czas zabiła we mnie kobietę, flirciarę. Lubiłam mężczyzn, a oni lubili mnie. Kiedy przestałam chodzić, okazało się, że jestem dla nich niewidzialna. Zrozumiałam to, gdy czekałam na windę, siedząc na wózku. Dwóch mężczyzn kompletnie mnie nie zauważało. Rozmawiali ponad moją głową.

Nie było wyjątków?
K.M. Na szczęście były. Najbardziej chyba pomógł mi pewien dzień podczas mojego pobytu w Egipcie. Poruszałam się wtedy z chodzikiem. Mogłam jedynie pilnować plecaków na plaży, gdy znajomi pływali na kite. Pewnego dnia wylądowałam pod jednym parasolem z przystojnym surferem z Rumunii. Żartując, adorując mnie i flirtując sprawił, że zapomniałam, że coś jest ze mną nie tak. Ta jego atencja obudziła we mnie na nowo kobietę.

Dziś już chyba nikt nie traktuje Pani jak niewidzialnej?
K.M. Nie, bo teraz chodzę z jedną kulą i ludzie traktują mnie jak osobę, która złamała nogę (śmiech). Jednak każdy, kto miał złamaną nogę wie, jak często trzeba odpowiadać na pytanie: „Co się stało?”. A teraz proszę sobie wyobrazić, że ja chodzę o kulach od dwóch lat i nie wiadomo, jak długo to potrwa. Wiem, że to wynika z życzliwości, ale jest to ciągłe przypominanie, że coś mi dolega. Jeśli ktoś ma chorą wątrobę, może normalnie funkcjonować i inni nie zaczepiają go z tego powodu. Dlatego apeluję: nie przypominajmy chorym, rekonwalescentom, że coś z nimi jest nie w porządku. Nawet jeśli zainteresowanie wynika z naszej troski. Dajmy im normalnie żyć. Najfajniej jest wtedy, gdy ktoś bez ceregieli, z uśmiechem przytrzyma drzwi, wyniesie ze sklepu zakupy do samochodu, poda ramię na schodach i zażartuje, zamiast pytać o chorobę.

Od półtora roku jest Pani na dość restrykcyjnej diecie. Nie spotyka się to z dziwnymi komentarzami?
K.M. Nie jem pszenicy, mlecznych produktów i unikam cukru, także w owocach. Najczęściej słyszę, że od tej jednej kanapki czy kawałka ciasta nie przytyję. Tymczasem mnie chodzi o zdrowie, o to, by nie zaśmiecać organizmu. Nie obciążać go dodatkowymi zadaniami, takimi jak trawienie czegoś, co jest dla niego niewłaściwe. Wtedy mój organizm może skupić się na tym, co dla mnie najważniejsze: na tworzeniu nowych połączeń nerwowych. Dzięki temu wciąż robię kolejne kroki do przodu i dlatego tak łatwo mi zrezygnować np. ukochanego żółtego sera.

W tym roku znów wybiera się Pani na majówkę na Hel?
K.M. Pewnie tak, bo bardzo ciągnie mnie do pływania na desce. Nie wiem, kiedy będzie to możliwe, ale wiem, że będzie. Dlatego ani przyczepy, ani deski nie sprzedałam. Wierzę, że będę znowu surfować na Helu. Uwielbiam też tańczyć. Przetańczyłam wiele nocy na plaży, aż do wschodu słońca. Tęskniłam za tym i pewnego dnia kolega podał mi ręce, przytrzymał bardzo mocno… i znów tańczyłam! Wierzę, że reszta też się uda.

I że założy Pani szpilki?
K.M. Jeszcze nie próbowałam, ale wciąż trzymam pudła wypełnione butami na obcasach. I ciągle mam nadzieję. Przecież jestem szczęściarą!


Inne artykuły z działu 

Najnowszy numer

Najnowszy numer

Hit na talerzu

Doktor czosnek niedźwiedzi
Doktor czosnek niedźwiedzi

Skutecznie broni przed miażdżycą i wysokim ciśnieniem. Niedźwiedzi czosnek zabija także bakterie i wzmacnia odporność.

więcej